wtorek, 2 stycznia 2018

Intensywnie! Podsumowanie roku 2017


Tak jak ubiegłoroczne podsumowanie zaczęłam od słów „Czytelniczo to był bardzo słaby rok”, tak w tym roku mogę napisać, ze sporą dumą i zadowoleniem, że było dużo lepiej. Wręcz, biorąc pod uwagę moje możliwości i tempo czytania, rewelacyjnie – przeczytałam 68 książek plus dwie do recenzji wewnętrznej dla wydawnictwa, co w sumie daje magiczną liczbę 70.

W dodatku w tym roku dużo więcej czytałam po czesku. Dwie książki obcojęzyczne przeczytałam równolegle z ich polskim przekładem – Doktora Jekylla i pana Hyde’a Roberta Louisa Stevensona oraz Plastikowe M3 Petry Hůlovej. Tak sobie myślę, że mógłby się tutaj z tego wykluć nowy cykl, taki, w ramach którego, oczywiście bardzo skrótowo i po amatorsku, analizuję przekłady różnych książek. Skupiłabym się rzecz jasna na czeskim. Zobaczymy jednak, czy znajdę na to czas. Bylibyście w ogóle takiego cyklu ciekawi?

Teraz jednak – do rzeczy! Czas na małe zestawienie książek, które zrobiły na mnie w minionym roku największe wrażenie. Na początek kilka słów o tym, jakiej narodowości autorów najchętniej czytałam.

Odrobina geografii

Literatura czeska – 28 pozycji
Literatura polska – 15 pozycji
Literatura amerykańska – 7 pozycji
Literatura francuska – 5 pozycji
Literatura brytyjska – 3 pozycje
Literatura rosyjska – 2 pozycje
Literatura słoweńska – 2 pozycje
Literatura kanadyjska – 1 pozycja
Literatura włoska – 1 pozycja
Literatura austriacka – 1 pozycja
Literatura irlandzka – 1 pozycja
Literatura serbska – 1 pozycja
Literatura niemiecka – 1 pozycja (ale tu byłam w kłopocie, bo chodzi o Kafkę, a trudno go tak po prostu wrzucić do worka z literaturą niemiecką, prawda?)

Oczywiście żadną niespodzianką nie jest dominacja Czechów, zaskoczyły mnie za to dwie rzeczy. Z jednej strony – tak duża liczba pozycji polskich (w poprzednich latach było ich mniej), z drugiej – tak mała liczba amerykańskich (w poprzednich latach wyraźnie więcej). Ale to raczej przypadek niż jakaś nowa tendencja.

Chciałabym, żeby ta lista w przyszłości była trochę bardziej narodowościowo zróżnicowana. Będzie to jednak plan trudny do zrealizowania, bo nie ukrywam, że literaturę czeską traktuję priorytetowo, zawsze czytam ją w pierwszej kolejności i staram się być na bieżąco ze wszystkimi nowymi tytułami, a ponieważ wydaje jej się dziś u nas bardzo, bardzo dużo – po prostu na literaturę innych krajów zwykle brakuje mi czasu.

5+1 najlepszych książek roku 2017

Na ogół najlepsze tytuły minionego roku wyłaniają mi się w sposób dosyć naturalny, tym razem jednak tak nie było. Po dłuższym głowieniu się wybrałam pięć (plus jeden) książek, które zrobiły na mnie największe wrażenie.


Godziny – Michael Cunnigham 
Pozostaje dla mnie niepojętym, jak Cunnigham, mężczyzna, potrafił tak głęboko wniknąć w najgłębsze uczucia, obawy i pragnienia kobiece. I jak wspaniale oddał to rozdarcie między pragnieniem bycia wdzięczną, kochaną, docenianą, między życiem „jak trzeba”, a chęcią bycia sobą i urządzania życia po swojemu. Bardzo ważna dla mnie książka.

On – Zośka Papużanka 
O Onym pisałam już w swoim zestawieniu siedmiu ważnych książek na siedem lat blogowania – sam fakt, że powieść Papużanki znalazła się na tej liście, mówi sam za siebie. Piękna, „płynąca” wręcz, bardzo empatyczna proza.

Narodziny dnia – Colette 
Książka pełna barw, zapachów i dźwięków. Malownicza, nostalgiczna, lekko zrezygnowana jak schyłek lata. To też wspaniały obraz końca pewnego etapu w życiu i przygotowywania się na starość. Wyciszania się, godzenia się z nieubłaganym upływem czasu, choć nie bez nutki żalu.

Sceny z życia prywatnego i publicznego zwierząt – praca zbiorowa 
Odświeżona wersja bajek dla dorosłych spisanych przez XIX-wiecznych francuskich mistrzów pióra, którzy za historiami ze świata zwierząt skryli poważne morały i błyskotliwe obserwacje na temat świata ludzi. Bawi, wzrusza i skłania do refleksji! Wspaniale wydana publikacja małego krakowskiego wydawnictwa.

Nad piękną, modrą Dřevnicą – Antonín Bajaja 
Opowieść o dzieciństwie i dorastaniu w Gottwaldowie, czyli komunistycznym Zlínie. Na przekór niewesołym czasom – ciepła, barwna, pełna dziecięcego entuzjazmu, humoru i wzruszeń. Pokazująca, że dziecięcy świat zawsze jest trochę magiczny, niezależnie od miejsca i czasów. Oprócz recenzji przygotowałam również jej zapowiedź z fragmentami wywiadu z autorem.

A dodatkowo: Miłość to piekielny pies – Charles Bukowski 
Jeden z najsłynniejszych zbiorów poezji Bukowskiego, wznowiony w minionym roku przez Noir Sur Blanc. Na doczepkę, bo Buk jest dla mnie trochę poza kategorią, a bardzo chciałam, żeby się w tym zestawieniu znalazł (nie tylko po to, by nie przerywać passy – przez ostatnie cztery lata w każdym rocznym podsumowaniu na liście najlepszych pojawiała się jakaś jego książka ;). Dla mnie była to kolejna podróż do świata niesamowitej wrażliwości Bukowskiego. Naprawdę, jeśli chcecie wiedzieć, kim był naprawdę, czytajcie jego wiersze!


Poza tym… klasyka!

Również klasyka jest dla mnie trochę poza kategorią, na wyższej półce, dlatego osobno postanowiłam napisać o wszystkich dziełach z literackiego kanonu, jakie udało mi się w minionym roku przeczytać. Jest ich dużo mniej, niż bym chciała, ale cieszę się, że mimo wszystko udaje mi się je wcisnąć gdzieś między nowości.


Oczywiście w dużej mierze to zasługa Nabokoviady, której pierwsza odsłona w tym roku dobiegła końca (ale bez obaw, w drodze jest kolejna – w końcu są również Wykłady o literaturze rosyjskiej Nabokova :). W ramach niej przeczytałam Dziwny przypadek doktora Jekylla i pana Hyde’a Roberta Louisa Stevensona oraz, wreszcie, Przemianę Franza Kafki (tak, to prawda – nigdy wcześniej jej nie czytałam!) a także odświeżyłam sobie W stronę Swanna, czyli pierwszy tom cyklu W poszukiwaniu straconego czasu Marcela Prousta oraz Ulissesa Jamesa Joyce’a. Proust nadal zachwyca, natomiast Joyce zachwyca trochę mniej niż za pierwszym razem, ale utrzymuję, że fragmenty jego dzieła są absolutnie genialne, i warto spróbować się z nim jednak zmierzyć.

Prócz tego, dzięki akcji „Czytamy klasykę” dziewczyn z blogów Parapet Literacki, Ekruda, Skrytka na kulturę i Pani Bookowska, przeczytałam również Idiotę Dostojewskiego – i bardzo mi się podobało, choć to nie była łatwa lektura. Poza tym dziewczyny czytały również Panią Bovary Flauberta (którą omawiałyśmy już z Pyzą w ramach Nabokoviady w zeszłym roku), Wielkie nadzieje Dickensa oraz Krystynę, córkę Lavransa Sigrid Undset, ale latem i jesienią miałam zbyt wiele pracy, by dołączyć. Chętnie nadrobię w przyszłości.

Muszę powiedzieć, że podobne akcje czytelnicze cudownie motywują do zapoznawania się z literacką klasyką – jeśli robi się to z kimś, nie wypada się poddać i odłożyć książki, nawet jeśli brnie się przez nią z trudem. A na koniec ZAWSZE jest satysfakcja, nawet jeśli lektura nas wymęczyła. Dlatego cieszę się, że podobne inicjatywy powstają.

Już poza inicjatywami – ale za to dzięki silnym rekomendacjom internetowych znajomych – udało mi się natomiast przeczytać Marsz Radetzky’ego Josepha Rotha. I ogromnie się z tego cieszę. Książka, która w piękny i bardzo nastrojowy sposób opisuje bezpowrotne odchodzenie pewnej epoki.

Wyróżnienia

Tych pięciu (plus jeden) miejsc dla najlepszych książek minionego roku jest mi jednak zdecydowanie mało, dlatego dorzucam pięć czeskich wyróżnień.


Dla Pod śniegiem Petry Soukupovej – za piękną śnieżną metaforę, za odmalowane z wyczuciem ciche rodzinne dramaty, za „pisanie z głębi trzewi, bolesne i prawdziwe”.

Dla Młynu do mumii Petra Stančíka – za kryminalną historię z XIX-wiecznej Pragi, parodiującą wszystkie oklepane chwyty literatury klasy B i obficie podlaną potrawką z jeża, piwa i spermy (i jest pysznie, choć może nie brzmi!).

Dla Zaginionego Egona Hostovskiego – bo bardzo lubię powieści o XX-wiecznej historii Czech, a ta w naprawdę zajmujący sposób opisuje „zwycięski luty” roku 1948.

Dla Przyczynku do historii radości Radki Denemarkovej – bo opowiada o wstrząsających rzeczach, o których wciąż mówi się zbyt rzadko, i naprawdę robi to tak, że „rozłupuje zamarznięte morze wewnątrz nas”. Ściśnięte gardło i dużo łez.

Dla Palinki Matěja Hořavy za piękną frazę, chwilę zadumy i powroty do własnych wspomnień. Za zapachy i smaki Banatu, za całą tę „poezję sadzy, brudu, potu i kresu”.

I jeszcze trzy książki z Polski

Chciałabym jeszcze wspomnieć o trzech przeczytanych w tym roku pozycjach biograficzno-wspomnieniowych, które mocno zapadły mi w pamięć.


Pierwsza to Najlepiej w życiu ma twój kot, czyli zbiór listów Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza, o którym to zbiorze, przeczytanym na przełomie roku 2016 i 2017, wspominałam już w zeszłorocznym podsumowaniu. Te listy, dowcipne, błyskotliwe, są same w sobie pierwszej klasy literaturą!

Druga – Irena Tuwim. Nie umarłam z miłości Anny Augustyniak – wyciągnęła dla mnie z cienia siostrę wielkiego brata i pokazała ją jako nietuzinkową, bardzo nieszczęśliwą postać.

Trzecia wreszcie to głośna Wanda Anny Kamińskiej, dzięki której poznałam prawdziwe oblicze nieustraszonej Wandy Rutkiewicz. I wzruszył mnie ten obraz do łez!

Co się wydarzyło w 2017?


Zdecydowanie najważniejszym dla mnie wydarzeniem w tym roku była wygrana w konkursie im. Susanny Roth dla młodych tłumaczy z języka czeskiego. Wiem, że mój przekład nie powalił jurorów na kolana, ale mimo wszystko zwycięstwo to zwycięstwo i uwierzyłam dzięki niemu, że będę kiedyś tłumaczką. A może nawet całkiem niedługo.

Z okazji wygranej pojechałam do Czech i spędziłam tydzień w towarzystwie laureatek konkursu z innych krajów (nawet z Japonii i Korei Południowej!). Wzięłam udział w warsztatach tłumaczeniowych w Pradze (świetnych!) oraz seminarium bohemistycznym w Czeskich Budziejowicach (z którego przywiozłam m.in. taki tekst).

Prócz tego w minionym roku do współpracy zaprosiło mnie czasopismo „Inter”, dla którego napisałam dwa teksty – jeden o wspomnianym Młynie do mumii, drugi o Przyczynku do historii radości. Pod koniec roku zaś dostałam jeszcze jedną miłą propozycję – poprowadzenia spotkania z Markiem Šindelką na Uniwersytecie Jagiellońskim. Oczywiście był to ogromny stres, ale pierwsze koty za płoty, a prowadzenie rozmowy z takim autorem, który rozgaduje się na praktycznie każdy temat, okazało się niezbyt trudne!

Od października niestety trochę się miotam, próbując ze sobą pogodzić wszystkie swoje zajęcia, okazało się bowiem, że aby dostać się na upragnione studia doktoranckie, muszę jeszcze zdobyć dyplom magistra bohemistyki. Zdobywam go więc w bólach, pracując na ¾ etatu, dojeżdżając na zajęcia z Rzeszowa i usiłując zrobić dwa lata studiów w jeden. Na wszystkie te literackie rzeczy, które kocham robić, musi mi jednak wystarczyć czasu, i basta!

Festiwale, wydarzenia, spotkania


W marcu wzięłam udział w wydarzeniu „Hrabal na Elektoralnej / 49 lat później” w Warszawie, zorganizowanym w 49. rocznicę jedynego spotkania autorskiego Bohumila Hrabala w Polsce. To był bardzo ciekawy wieczór, szczegółowa relacja tutaj.

Tradycyjnie też odwiedziłam swoje ulubione literackie festiwale – Big Booka oraz Conrad Festival. Prawdę mówiąc z roku na rok jestem coraz bardziej krytyczna, jeśli chodzi o festiwalowe wydarzenia, ale mimo to wciąż znajduję dla siebie na festiwalach wiele ciekawych rzeczy. Nie zamierzam więc z nich rezygnować, ale ponieważ sił też z każdym rokiem coraz mniej, zmieniam podejście – nie będę już chodzić na wszystko jak leci, wybiorę tylko kilka wydarzeń, na których najbardziej mi zależy, ale dobrze się do nich przygotuję, czytając książki zaproszonego autora i wywiady z nim. Moją relację z tegorocznego Big Book Festival przeczytacie tutaj, a z Festiwalu Conrada – tu, tu i tu.

Na oku mam również stale inne festiwale – wrocławski Międzynarodowy Festiwal Opowiadania, Miesiąc Spotkań Autorskich, Bruno Schulz Festival, Literacki Sopot czy mniejsze, powstałe niedawno, jak organizowany przez Olgę Tokarczuk Festiwal Góry Literatury czy Miedzianka Fest. Najchętniej jeździłabym na wszystkie, ale oczywiście wiele zależy od tego, na ile pozwolą mi praca i studia. Nie oszukujmy się – jeżdżenie na różne literackie wydarzenia jest cudowne, ale bardzo męczące, zwłaszcza jeśli mieszka się w mieście, z którego wszędzie jest daleko.

Sił za to starczyło jeszcze na uczestnictwo w Literackiej Stolicy, czyli listopadowym warszawskim spotkaniu blogerów książkowych zorganizowanym przez Olę z Parapetu Literackiego, Klaudię z Z książką do łóżka oraz Maję z Zaczytana do samego rana. Wydarzenie, choć bardzo sympatyczne, wprawiło mnie jednak w pewne zakłopotanie i skłoniło do refleksji na temat blogowania – więcej w relacji. Reakcje na ten wpis przekonały mnie, że jest wiele osób, które tak jak ja nie do końca umieją się odnaleźć w dzisiejszej książkowej blogosferze, choć chciałyby.

A co na Literackich Skarbach?

Również na blogu sporo się działo! Jak już wspomniałam, razem z Pyzą Wędrowniczką zakończyłyśmy pierwszą odsłonę Nabokoviady. Pyzo, dziękuję za wspaniałe towarzystwo! W tym roku do czytania arcydzieł literatury z listy Nabokova przyłączyli się też inni zaangażowani czytelnicy, m.in. Olga z Wielkiego Buka, Karo z Niekoniecznie Papierowe, Zacofany w lekturze, Piotr z Literatura sautée oraz Lolanta.

Poza tym ruszyłam z dwoma nowymi cyklami. W pierwszym, „Czeskie skarby pod specjalnym nadzorem”, będę zbiorczo prezentować nadchodzące premiery polskich przekładów czeskich książek, a także informacje o czeskich wydarzeniach i akcjach w Polsce. Pierwszy odcinek opublikowałam w październiku, następny planuję na wiosnę.

Drugi cykl natomiast, i tu się czerwienię, ruszył z pompą, ale na razie leży i kwiczy. Chodzi o „Polskie perełki na dnie”, czyli recenzje książek polskich, mniej znanych autorów, wydawanych niewielkim nakładem w niszowych wydawnictwach. Optymistycznie wystartowałam z nim w lipcu, tekstem o Cieniu jabłoni Wojciecha Szlęzaka, ale niedługo potem zwaliło się na mnie mnóstwo obowiązków związanych ze studiami i priorytetowi Czesi trochę zepchnęli cykl na dalszy plan. Na pewno jednak z niego nie zrezygnuję, mam około dwudziestu książek, o których chcę Wam opowiedzieć i zrobię to, prędzej czy później! ;)

Wreszcie – patronaty. W drugiej połowie roku patronowałam trzem czeskim tytułom: 
Pomyślałam, że mogę w ten sposób jeszcze trochę się przyczynić do promowania czeskiej literatury w Polsce (ale i, no dobra, zareklamować też trochę samą siebie). W ramach patronowania robię użytek ze swojej znajomości czeskiego i publikuję różne ciekawostki związane z książką oraz fragmenty wywiadów z czeskich stron – takie rzeczy, których sama szukam, kiedy książka mnie zainteresuje lub przygotowując recenzje. Prawdę mówiąc marzy mi się w przyszłości przeprowadzanie samej takich krótkich wywiadów, ale na razie nie ma na to szans. Pomysł do zrealizowania, kiedy będę mieć trochę więcej wolnego czasu.

Mam jeszcze wiele innych pomysłów. Naprawdę, głowa mi wręcz od nich pęka. Marzą mi się różne projekty we współpracy z Czechami, ale dopóki Literackie Skarby nie są dla mnie w żaden sposób źródłem utrzymania, a ja miotam się między studiami, pracą, tłumaczeniami i blogiem, nie będę miała na nie czasu i siły. Jestem jednak dobrej myśli – w końcu całe to miotanie się jest właśnie po to, by w przyszłości może choć częściowo utrzymywać się z literatury, badania jej, tłumaczenia jej, pisania o niej, może więc znajdę kiedyś sposób, by poświęcić Literackim Skarbom tyle czasu, ile bym chciała.

Postanowień na rok 2018 nie mam, bo wiem, że będzie bardzo pracowity i trudno przewidzieć, na ile mi czas pozwoli. Mam za to życzenia dla Was:

Pięknego, zaczytanego roku oraz siły i zapału do robienia tego, co najbardziej kochacie!

51 komentarzy:

  1. Zyczę Ci sil i wytrwalosci w realizacji wszystkich projektów! I gorąco kibicuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! To bardzo miłe mieć takie wsparcie! :)

      Usuń
    2. Przyłączam się do życzeń:).

      Zdaje się, że zaczynasz zajmować się literaturą bardziej zawodowo. Gratuluję! Jak sądzisz, czy da się wyznaczyć wyraźną granicę między profesjonalnym i amatorskim blogiem o książkach? Ja jako blogerka wypadam amatorsko nawet na tle innych amatorów - nie policzyłam, ile książek przeczytałam w ubiegłym roku, a wszyscy teraz o tym piszą:(.

      Usuń
    3. Aniu, dla mnie nigdy ilość przeczytanych książek nie będzie wyznacznikiem profesjonalizmu. Profesjonalny blog to dla mnie taki, którego autor ma dobre pióro, potrafi trzeźwo i krytycznie spojrzeć na książkę, dokonać analizy, a nie tylko powierzchownego opisu. Słowem – pisze tak dobrze, że mógłby robić to profesjonalnie, na przykład w prasie. A ten warunek moim zdaniem doskonale spełniasz, zawsze Cię właśnie za profesjonalną wnikliwość i trzeźwość oceny podziwiałam.

      Dziękuję za życzenia :).

      Usuń
    4. Swoje miejsce w szeregu to ja znam;), moje pytanie dotyczyło właśnie Twojego blogu, bo wydaje mi się, że zmierzasz w kierunku profesjonalizacji Literackich skarbów, i ciekawa jestem, czy też tak uważasz? Aha, przez profesjonalizację rozumiem niekoniecznie bezpośrednie zarabianie na blogu, raczej powiązanie go z życiem zawodowym (np. pracą tłumaczki;)).

      Usuń
    5. Dobrze, że doprecyzowałaś :), bo bezpośredniego zarabiania na blogu nie potrafię sobie w tej chwili za bardzo wyobrazić. Powiązanie go z życiem zawodowym – tak, to prędzej, tylko nie mam jeszcze pomysłu, jak by to dokładnie miało wyglądać. Inna rzecz, że do swojej pracy jako tłumaczki podchodzę jeszcze z dużym dystansem, oczywiście chciałabym, marzę o tym, ale dostałam jakiś czas temu bardzo zimny prysznic, jeśli chodzi o moje umiejętności pracy z tekstem (z tym że chodziło o redakcję, nie o przekład) i nie wiem, czy mam to coś, czego w tym fachu potrzeba. Jedna rzecz to warsztat, druga to ta „iskra”, którą się ma lub której się nie ma. Więc wszystko jest jeszcze bardzo mgliste ;). W każdym razie na pewno chciałabym, żeby Literackie skarby wyglądały i były postrzegane jako miejsce profesjonalne, nie jakiś tam blogasek, dziecinna zabawa, jak się często dziś kwituje całą blogosferę książkową.

      Usuń
  2. No, na bogato :) Bardzo udany i obfitujący w różne ciekawe wydarzenia miałaś rok. A wiesz, że ja jeszcze nigdy w życiu nie byłam na żadnym literackim festiwalu? ;)
    Sama mam w planach Kafkę - Przemianę, ale trochę się boję bo stosunek do karaluchów mam paniczny. Nie wiem czego się spodziewać, obawiam się nawet koszmarów...
    Od Ciebie biorę listy Szymborskiej i Filipowicza, wiedziałam, że warto, teraz już wiem, że na pewno :)
    Pozdrawiam i życzę duuużo czasu na realizację wszystkich Twoich ambitnych planów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A z tymi festiwalami to jakoś celowo bojkotujesz czy po prostu nie było okazji? :) Ja zachęcam, co prawda dużo się ostatnio mówi o tym, że festiwale służą bardziej promowaniu autorów i wydawnictw niż faktycznej dyskusji o literaturze, ale uwielbiam to, że mogę zobaczyć i posłuchać pisarza na żywo, dowiedzieć się różnych ciekawych rzeczy, które mogą zmienić mój sposób widzenia jego twórczości. Dla mnie te spotkania to zawsze świetne uzupełnienie lektury.

      Co do Kafki – kurczę, to sama nie wiem, czy Cię zachęcać czy zniechęcać :). Bo niektóre opisy są rzeczywiście dosyć obrazowe. Dla mnie – w porządku, ale jakie wrażenie zrobią na kimś, kto się panicznie boi robali, nie mam pojęcia :).

      Listy koniecznie! Duża przyjemność, zwłaszcza te Szymborskiej wręcz skrzą się dowcipem. I jeszcze te jej wyklejanki, kolaże... cudo! Za życzenia dziękuję, i też przesyłam najcieplejsze pozdrowienia!

      Usuń
    2. Jakoś nie śledzę kiedy i gdzie są, chyba nie jetem ich targetem :) Pewnie bym chciała książki tam kupować, a ja prawie w ogóle tego już nie robię.

      Usuń
    3. O, z tym kupowaniem to jest różnie, ja na przykład nigdy chyba jeszcze na festiwalu żadnej książki nie kupiłam. A nie, przepraszam, raz się zdarzyło – na Festiwalu Miłosza, na spotkaniu z Garym Snyderem, bo gość-legenda, a nie wiadomo było, kiedy jeszcze i czy w ogóle do Polski przyjedzie i będzie można wziąć jego autograf. Ale poza tym to nie, albo przychodzę na spotkanie już z książką albo ewentualnie kupuję później w jakimś tańszym miejscu, ale to tylko jeśli mnie bardzo, bardzo autor zafascynuje. Więc pokusa aż tak silna nie jest, żeby się trzeba było bać, no ale mówię za siebie ;).

      Usuń
  3. Podziwiam jak Ty to wszystko godzisz! I jak krok po kroku realizujesz swoje cele! Tak trzymaj! I w tym Roku😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywa ciężko, średnio raz na tydzień jęczę, że rzucam te całe studia, nie mam już na to siły ;). Blogowe kryzysy też miewam. Ale jakoś się na razie udaje wytrwać. Dzięki za dobre słowo! Pozdrowienia! :)

      Usuń
  4. Cyklu o tłumaczeniach byłabym ciekawa bardzo :-). Po Bajaję muszę sięgnąć, ale tu pojawia się mój odwieczny dylemat, czy czytać przekład, bo jest i właściwie nie trzeba wiele wysiłku, by go zdobyć, czy jednak przeczytać w oryginale, bo wiadomo, oryginał, a poza tym znowu nie wymaga to aż tak wielkiego wysiłku ;-). No nierozstrzygalny dylemat ;-).

    Dziękujemy sobie tak za tę Nabokoviadę i dziękujemy, ale było tak fajnie, że i ja tu jeszcze raz podziękuję, a co! I już się przymierzam do zakupu nowego tłumaczenia "Martwych dusz" :-). A Literackie Skarby rozkwitają i bardzo się z tego cieszę, to jedno z moich ulubionych miejsc w sieci. Bardzo też fajnie, że udało nam się spotkać poza siecią i liczę, że będzie się jeszcze udawało i w nowym roku :-)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Superowo! :) Bardzo mnie ten pomysł na cykl kusi, choć byłoby z tym mnóstwo pracy. Może w drugiej połowie roku.

      Znam ten dylemat przekład czy oryginał, już bym się też chciała trochę przestawić na czytanie po czesku, ale do polskich wersji jednak dostęp bez porównania prostszy. Na razie w wersji czeskiej tylko te, na których najbardziej mi zależy ;). Ale tak sobie myślę, że do tego bajania Bajai chyba jednak lepiej ten czeski pasuje, więc może warto w oryginał zainwestować?

      „Martwe dusze”! Ale super, że będzie okazja znów przeczytać! Nic już za bardzo nie pamiętam, oprócz tego, że dobre były :).

      Dziękuję za miłe słowa, wirtualnie Cię za nie ściskam, a niedługo, mam nadzieję, i na żywo! (Teraz sobie nie mogę wybaczyć, że Cię nie wyciągnęłam na tę Literacką Stolicę; no przecież gdybyś tam była, na pewno by mi było dużo, dużo raźniej!).

      Usuń
    2. Właśnie obczaiłam, że w serii 50/50 Znaku wyszło nowe tłumaczenie, będzie jak znalazł na początek nowej edycji :-). I chyba aż sobie tym razem kupię "Wykłady...", żeby już mieć własne (poprzednie były cierpliwie pożyczone ;-)).

      No i ja też nie bez winy, bo się zupełnie zgapiłam, że była taka akcja! Ale następnym razem mam nadzieję, że albo się zawczasu zorientuję, albo mnie wyciągniesz :-).

      Usuń
    3. Pozwolę sobie wtrącić, że o nowym i starym przekładzie Martwych dusz było u Czytanek Anki :)

      Usuń
    4. Hm, mam w domu to stare, sama nie wiem, czy zaopatrywać się w nowe. Post u Ani też do końca nie rozwiał moich wątpliwości. Czytanie równolegle obydwu przekładów byłoby niezłym doświadczeniem, ale też czasochłonnym. Pomyślę jeszcze :).

      Już miałam pisać, że „Wykłady o literaturze rosyjskiej” chyba ciężko teraz dorwać gdzieś, ale widzę, że w międzyczasie wyszło nowe wydanie. Też bym może kupiła, tylko kurczę, „Wykłady o literaturze” mam w tej starszej wersji, i nie będą pasować na półce :P. Ech!

      Nie ma obaw, Pyzo, następnym razem spotkania nie przegapisz! Jakby co wyciągnę Cię na bank :).

      Usuń
    5. @Piotr, widziałam, widziałam, cały czas się zastanawiam, czy w tym fragmencie nie chodzi tak w ogóle o kulebiak (natchnęła mnie "Szarlotka od Lenina", gdzie Gogolowskiemu pisaniu o jedzeniu poświęcony jest spory, nader smaczny, fragment).

      @Naia, no właśnie ja nie mam żadnego wydania, więc akurat będzie okazja "dokolekcjonować" kolejny tom z serii 50/50 (nadal nie wiem, czy ona wychodzi dalej, czy nie, ale wydaje się mi być jedną z najporządniejszych u nas serii klasyków). A właśnie wyszły chyba wznowienia obu serii wykładów Nabokova :-D.

      Trzymam za słowo <3!

      Usuń
    6. @Pyza, zupełnie nie pamiętam, o co szło, ale kulebiaka bym zjadł, muszę upiec, o ile znajdę sensowny przepis. W Szarlotce jest jakis?

      Usuń
    7. Jest i to taki właśnie podobno klasyczny i Gogolowski :-). Ale ponieważ nie wypróbowałam póki co, nie ręczę za niego żadną częścią ciała.

      Usuń
    8. To ja sobie tę książkę przepchnę wyżej w kolejce :D

      Usuń
  5. Aniu! Gratuluję wytrwałości w blogowaniu, pasji i miłości do książek i pisania! Mam nadzieję, że trafi mi się kiedyś w ręce papierowa wersja Twoich czytelniczych przemyśleń, lub prawdziwy literacki triumf w prozie lub tłumaczeniu. Życzę Ci tego z całego serca, bo już od paru lat Cię śledzę (zabrzmiało jak stalker), czytam, podglądam co Ty czytasz i niejednokrotnie czerpałam z tego miejsca inspiracje. Oby nigdy nie zabrakło Ci czasu, ani sił :) Poczytalności w Nowym Roku! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, moja najwierniejsza fanko, mój stalkerku! :) Dzięki za te słowa, skrzydła od nich rosną! Triumfów wielkich się nie spodziewam, ale żeby wstydu nie było, już będzie pięknie :). I wzajemnie, Tobie też sił i czasu, by się literacko rozwijać! (Kurczę, miałyśmy ambitny plan jakiś portal razem stworzyć, dobrze kojarzę? :) Czemu nie tworzymy?!

      Usuń
    2. No nie wiem właśnie. No czemu? :)

      Usuń
    3. Trzeba się na jakąś debatę na żywo umówić i omówić ten projekt! :)

      Usuń
  6. Napiszę jeszcze raz, że bardzo mnie cieszy obecność Colette, bo jestem chyba jej głównym samozwańczym promotorem blogowym i zawsze mnie cieszy, jeśli ktoś sięgnie i na dodatek polubi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam do niej słabość już od czasów „Klaudyn”, jeszcze w tym starym, rozpadającym się wydaniu czytanych. Od razu na fali zachwytu kupiłam sobie potem „Czyste, nieczyste”, ale z jakichś powodów do dziś nie przeczytałam, i to faktycznie Twoja zasługa, że w ogóle po tej długiej przerwie do Colette wróciłam. Faktycznie, za wiele jej na blogach nie ma, może dlatego trochę o niej zapomniałam. Dzięki za odświeżenie pamięci :).

      Usuń
    2. Teraz się pisze na blogach o Mrozie i najmodniejszych thrillerach, kogo obchodzi jakaś zamierzchła starsza pani, niestety :( Ja sobie Colette dawkuję, niedużo mi zostało i co ja bym później czytał.

      Usuń
    3. Nie wiedzą, co tracą ;). A jak już wszystko przeczytasz, zawsze można zacząć drugą rundkę, to taka literatura, który chyba cieszy i za drugim, trzecim czy dziesiątym razem :).

      Usuń
  7. Imponująca lista książek.;) Cieszy mnie Twoja dobra opinia o Bajaju, bo też mam go w planach.
    Gratuluję dokonań - widać, że dużo się u Ciebie działo w 2017 r. i że żyjesz literaturą. Trochę zazdroszczę Ci konsekwencji.;)

    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do Bajai (tak się odmienia, ale odmiana tego nazwiska to jest trochę kosmos, po polsku Bajai, ale już po czesku Bajaji :), przygotuj się na 500-stronicowy strumień uroczego gadulstwa. Momentami może lekko nużyć, ale ogólnie warto bardzo :).

      Za gratulacje dziękuję! Fakt, konsekwencji mam na tej drodze dużo, co mnie samą zaskakuje, bo z natury jestem osobą raczej niezdecydowaną i niepewną, ze skłonnością do słomianych zapałów ;). Może to po prostu ta właściwa droga? Też Ci życzę wszystkiego dobrego! Radości, satysfakcji, spełnienia na Twojej drodze!

      Usuń
  8. Naprawdę podziwiam Twoje zaangażowanie literackie :) Nie mam pojęcia, jak godzisz te wszystkie studenckie sprawy, czytanie, wyjazdy na wydarzenia literackie, życie prywatne, pracę... Skąd bierzesz czas i siły. Twoja pasja jest bardzo motywująca i inspirująca, i nigdy jej nam tutaj nie oszczędzaj!

    Jak najowocniejszego Nowego Roku! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z trudem ;). Ale determinację mam rzeczywiście dziką. Prawdę mówiąc to chyba też trochę kwestia tego, że dawniej miałam życie prywatne i plany, a teraz już właściwie nie mam, więc literatura wysunęła się na pierwsze miejsce i jest jedyną drogą, żeby się jakoś sensownie w życiu urządzić. Cieszę się jednak, że inspiruję :). Dziękuję i wzajemnie, uściski noworoczne! :*

      Usuń
  9. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku i gratuluję wygranej w konkursie dla młodych tłumaczy. Na pewno ciekawie było poznać młode tłumaczki z Japonii i Korei. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, takie spotkania z ludźmi z zupełnie innych kręgów kulturowych są zawsze ciekawe. Wciąż jednak pozostaje dla mnie niepojęte, że dziewczyny z drugiego końca świata postanowiły się nauczyć języka takiego małego kraju gdzieś w Europie ;). Za życzenia dziękuję i wzajemnie, też Ci życzę pięknego roku, samych literackich perełek! :)

      Usuń
  10. Gratuluję dokonań, czytelniczych i nie tylko! I trzymam kciuki za powodzenie Twoich projektów w Nowym Roku :-)
    W moich ubiegłorocznych odkryciach znalazło się "Pod śniegiem", a całkiem niedawno skończyłam czytać "Fałszywą wagę" Rotha i, nie ukrywam, że jestem odrobinę rozczarowana, głównie za sprawą dość osobliwej narracji. Czy w "Marsz Radetzky'ego" też obfituje w uporczywe powtórzenia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że dopiero odpisuję, nie wiem gdzie mam głowę w ostatnich dniach. Dziękuję za gratulacje i życzenia! Doceniam bardzo :).
      Zupełnie nie pamiętam z „Marszu” uporczywych powtórzeń, więc chyba nie :). Ja bym mu dała jeszcze jedną szansę!

      Usuń
  11. Aneczko! Co z Ciebie za pracuś godny pochwały!
    Wiele wspaniałych książek i Twoich aktywności, aż miło patrzeć na ten Twój 2017 rok.
    Trzymam kciuki za 2018 i za wiele wspólnych fajnych wydarzeń książkowych :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Choć zmęczenie też już duże, jakieś wakacje mi się marzą... Ale, ale, Ty też intensywnie działałaś w tym roku, wyrazy podziwu i dla Ciebie! (Przymierzam się ciągle do kilku słów pod Twoim podsumowaniem, już je zdążyłam przeczytać dwa razy, ale nie mogę teraz w styczniu złapać oddechu nawet na krótki komentarz, ech).
      Ale na wspólne wydarzenia książkowe sił wystarczyć zawsze musi, o tak! Więc też ich wypatruję bardzo :). Buziaki! I Tobie też pięknego roku!

      Usuń
  12. Dzięki Tobie polubiłam literaturę czeską.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Nie mogłabym chyba usłyszeć milszych słów :). Dziękuję, pozdrawiam i zapraszam, literatury czeskiej zawsze u mnie pod dostatkiem! :)

      Usuń
  13. Piękny miałaś literacki rok Naiu. Gratuluję wszystkich sukcesów i pięknych doświadczeń. Podziwiam Cię szczerze, że tyle pięknych rzeczy udało Ci się zrealizować i osiągnąć. I dziękuję za te tony inspiracji. Osobna lista z książkami polecanymi przez Ciebie długaśna:) Jak mnie się podoba to wydanie "Narodzin dnia". Tak mnie pozytywnie nastraja, że muszę je zdobyć. I oczywiście przeczytać. Listy Szymborskiej i Filipowicza czytam dopiero teraz i rozpływam się w zachwytach - co za piękna para i jak uroczo o miłości. U mnie początek roku nieco wypełniony irracjonalnym lękiem przed tym, co było w zeszłym, Ty wiesz. Ale liczę, że się nie dam. Przepraszam, włączają mi się złe tony, więc lepiej będzie, jak od razu pożyczę Ci wspaniałego i bogatego w dobre rzeczy i najlepszych ludzi roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że znajdujesz u mnie tyle ciekawych książek dla siebie :). A Szymborska i Filipowicz, rzeczywiście, dla mnie to przykład fenomenalnego wręcz uczucia – ktoś by pewnie powiedział, że skoro żyli w ten sposób, razem ale osobno, przez tyle lat, to nie było prawdziwe i dojrzałe uczucie, ale mnie się tam wydaje inaczej, że pozostawienie sobie nawzajem tak dużej przestrzeni, a mimo to życie razem przez tyle lat, świadczy właśnie o bardzo dużej dojrzałości i sile uczucia. Zresztą to widać również w tych listach. Colette spraw sobie koniecznie, kosztuje chyba grosze na Allegro, a w piękną podróż Cię zabierze.

      Aniu, przesyłam Ci wiele ciepłych myśli na pokrzepienie. Te początki roku mogą być ciężkie, podsumowania, powroty, a są rzeczy, do których wracać nie warto, więc trzymam kciuki, by się udało o nich nie myśleć. A jak będą Cię jakieś przykre myśli nachodzić, to pisz od razu do mnie, naprawdę! Z mailami się grzebię, ale pisz na fb, albo smsy, cokolwiek, pogadamy i razem odgonimy smutki :). I absolutnie nie przepraszaj! Też Ci życzę tego samego w nowym roku, żeby był dobry, jasny, kolorowy, inspirujący do działania, żeby po upierdliwej zimie przyszła wielka, wspaniała wiosna, co przywraca chęć do życia :). Uściski serdeczne!

      Usuń
    2. Aniu! Dziękuję Ci mocno za ciepłe myśli i dobre słowa, Ty zawsze umiesz mi poprawić w serduchu :) Ale, ale, chciałam zawiadomić, że Colette zamówiona ("nielegalnie" w robocie) z dwoma bonusami :D

      Usuń
    3. Cieszę się, że chociaż tyle mogę! :) A co do Colette – wspaniale zainwestowane kilka złotych! :D

      Usuń
  14. Zawstydzasz mnie... ja przeczytałem w zeszłym roku 81 książek (absolutny rekord), ale nic więcej z tym nie zrobiłem. Nawet nie wiesz, jak bardzo mi imponujesz :)

    "Pozostaje dla mnie niepojętym, jak Cunnigham, mężczyzna, potrafił tak głęboko wniknąć w najgłębsze uczucia, obawy i pragnienia kobiece." - czytałem kiedyś wywiad z Sapkowskim, w którym prowadzący określił w ten sposób jego prozę i zapytał, jak to możliwe. Sapkowski odpowiedział w swoim charakterystycznym stylu "hm, cóż, jest takie jedno słowo: talent".

    Gratuluję Ci wszystkich osiągnięć i życzę jak najwięcej kolejnych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, ja za to gratuluję rekordu! 81, piękna liczba. Nie pisz, że nic z tym nie zrobiłeś – wystarczy przeczytać z uwagą i przemyśleć, żeby zrobić dokładnie to, co z książkami robić należy ;).

      Sapkowski, haha, z właściwą sobie skromnością ;). Ale cóż, pewnie coś w tym jest. Za gratulacje dziękuję i za życzenia również, naprawdę miło mieć takie wsparcie! I Tobie też powodzenia ze wszystkim, z tym literackim przewodnikiem przede wszystkim! :)

      Usuń
  15. Musiałam sobie zrobić dużą herbatę do tego wpisu, tyle informacji! Ale też jest i co podsumowywać :) Imponujący rok, gratuluję wszystkich osiągnięć! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że poświęciłaś mu czas :). Zawsze, ilekroć wypuszczam w świat tak ogromne posty, zastanawiam się, czy ktokolwiek to przeczyta, ale jakoś nie mogę się powstrzymać – zaczynam pisać i idzie to już jak prucie starego swetra, jak u Hrabala ;). Dziękuję bardzo za miłe słowa! Pozdrowienia!

      Usuń
  16. Jeszcze tyle pozycji i tych zapomnianych i tych jeszcze nie napisanych poszukiwania trwaja wrazenia i emocje po tych najlepszych zostaja na zawsze owocnych lowow. Mara

    OdpowiedzUsuń
  17. Jakie rekordy chodzi tylko o liczby? Kiedys tez robilam maratony a kiedy juz zabraklo pozycji zorientowalam sie ze polowy nawet nie pamietam teraz poszukuje i znajduje mam fajna kolekcje autorzy miedzynarodowi.

    OdpowiedzUsuń