piątek, 3 stycznia 2014

Podsumowanie roku 2013


Kochani, będzie krótko, bo czas to pieniądz, zwłaszcza gdy trójgłowy potwór sesją zwany zbliża się wielkimi krokami. W 2013 roku przeczytałam 42 książki. Aż 12 z nich należy do literatury czeskiej, 8 – do polskiej, 8 – amerykańskiej, 7 – francuskiej, 2 – włoskiej, 2 – brytyjskiej, 1 – tureckiej, 1 – macedońskiej i 1 – południowoafrykańskiej.

Niestety, mimo że trafiło się sporo ciekawych pozycji (Grandhotel, Kacica, Sufi, Morawagin), tym razem zdecydowanej gwiazdy jak zeszłoroczne City Baricco nie było. Ostatecznie postanowiłam wyróżnić 8 książek:



Virginię sobie dawkuję; należy ona do pisarzy, których zbyt szanuję, żeby ofiarować im tylko niespokojne kilkanaście minut w autobusie albo półprzytomne pół godzinki przed snem, dlatego czytam ją rzadko. Ale kiedy już się dorwę – czysta czytelnicza rozkosz. Subtelność, takt, każde słowo to perełka.



Kolejne arcydzieło w ramach tegorocznego planu „Wakacje z klasyką”. Głębia psychologiczna, cudownie ironiczne obserwacje na temat prowincjonalnej francuskiej socjety i obraz epoki, który miejscami bardzo przypomina czasy dzisiejsze. Historia – trochę jak Portret Doriana Graya, trochę jak Czerwone i czarne... Całą literaturę XIX-wieczną też sobie dawkuję, więc kolejne spotkanie z Balzakiem najwcześniej w wakacje, ale już się nie mogę doczekać. 



Wyjście poza świetnego, choć trochę już oklepanego Buszującego w zbożu. Specyficzny styl, szerokie pole do interpretacji, kryzysy egzystencjalne niegdysiejszych „cudownych dzieci”. 

 

Za emocje! Rzadko zdarza mi się aż tak przeżywać losy bohaterów, a nieszczęsna Florina jest trochę jak XIII-wieczna Anna Karenina... Przytłoczona pożądaniem, od którego tylko czyjaś śmierć przynosi wyzwolenie. 



Też za emocje. Bo bolesne zderzenie z rzeczywistością wchodzącej w życie z wiązanką marzeń i oczekiwań dziewczyny przeżywa się jak własny dramat. Historia Królewny, której Książę po ślubie zamienia się w ohydną ropuchę. 



Literatury faktu u mnie jak zwykle niewiele, ale o tej książce nie mogłabym nie wspomnieć. Odtrutka na szwejkowskie stereotypy dotyczące naszych południowych sąsiadów, i przy okazji ciekawa lekcja historii.


Prawdziwa, melancholijna twarz niepoprawnego kobieciarza i opijusa. Z poezją mi nie po drodze, ale bardzo się cieszę, że odważyłam się ściągnąć ten tomik z bibliotecznej półki.


I znów poezja. Jakkolwiek to zabrzmi, nie żałuję Keatsa i tego że zmarł tak młodo. Bo tylko w obliczu cierpienia i śmierci mogły powstać tak piękne wiersze.

Postanowienia na rok 2014? Nie mam. Choć kilka przychodzi mi do głowy, wiem że i tak z braku czasu i możliwości bym ich nie dotrzymała.

A Wy w nowym roku czytajcie, eksperymentujcie, odkrywajcie! Oby obfitował w same pierwszorzędne lektury.

Fot. kaeska (sxc.hu)