środa, 18 kwietnia 2018

Rodzinny horror. Czeska zapowiedź: Miroslav Pech, „Mainstream”

W ubiegłym roku nakładem Starej Szkoły po polsku ukazali się Uczniowie Cobaina Miroslava Pecha – książka, która była dla mnie jednym największych pozytywnych zaskoczeń minionego roku. Zapowiadająca się jako lekka opowieść o dorastaniu z muzyką w tle, zachwyciła mnie głęboką refleksją na temat dorosłości i utraty młodzieńczych złudzeń oraz posmakiem goryczy, towarzyszącym powieściowemu dojrzewaniu.

Nie mniej zaskakuje kolejna książka Pecha, którą proponuje nam polskie wydawnictwo (co ciekawe, nie została ona jeszcze wydana w Czechach, otrzymujemy ją więc przed czeskimi czytelnikami). Choć tym razem mamy do czynienia z zupełnie inną opowieścią. Mainstream jest bowiem określany jako horror.

To nie przypadek. Dla budziejowickiego autora, który wychował się na książkach Stephena Kinga i Clive’a Barkera, i który pod pseudonimem John Madhead publikował przez kilka lat opowiadania na portalu Horor.cz, jest to spełnienie jednego z największych marzeń – o byciu autorem horrorów. W roku 2011 co prawda ukazał się drukiem jego zbiór opowiadań grozy Neonové pohláďky aneb pod kobercem půda, ale nakład był bardzo maleńki (zaledwie 50 egzemplarzy) i książka od dawna nie jest dostępna. Wydany przez Starą Szkołę Mainstream można więc uznać za pełnoprawny horrorowy debiut Pecha.

Jak wiadomo, na Literackich Skarbach literatura grozy zbyt często nie gości. Mój patronat nad tym tytułem może być więc dla niektórych zaskoczeniem. Mainstream to jednak również opowieść o społecznych rolach, które, często trochę na siłę, przyjmujemy, o nieporadnych próbach stworzenia rodziny, o ranach wynoszonych z domu. O fizycznej i psychicznej przemocy, o przerażających rzeczach, które dzieją się nie tylko dookoła nas, ale również w naszej głowie.

Będę zachęcać, choć ostrożnie – bo to również książka momentami niezwykle brutalna, brudna, wulgarna, nie oszczędzająca czytelnika, zmuszająca go do przeżywania drobiazgowo opisanych nieludzkich tortur wraz z bohaterami. Przy pomocy maltretowanego, gwałconego, poniżanego, zimnego ciała obrazująca, co dzieje się z psychiką bohaterów. Czytasz – i żałujesz, że nie możesz zamknąć oczu i przeczekać, jak na filmie. A obrazy w wyobraźni czasem trudniej wymazać, niż te rzeczywiste.

Premiera e-booka już w ten piątek, 20 kwietnia. W przyszłym tygodniu zaś na Literackich Skarbach ukaże się obszerniejszy tekst na temat książki.

Źródła: 
Pech M., Štengl P., Mám radši rychlý psaní, „Dobrá adresa”, nr 12/2013.
Pech M., Soukupová H., Rozhovor: Divoké psaní Miroslava Pecha, literarky.cz [http://literarky.cz/literatura/222-literatura/24574-rozhovor-divoke-psani-miroslava-pecha]
https://ipac.svkkl.cz/arl-kl/cs/detail-kl_us_auth-0322893-Madhead-John-1986/ 
https://www.databazeknih.cz/knihy/neonove-pohladky-aneb-pod-kobercem-puda-348133

piątek, 6 kwietnia 2018

Walcząc z literaturą – relacja z Polsko-Czeskiej Wiosny Literatury

Fot. Andrzej Kocuba
Tegoroczny marzec był wybitnie czeski. Mazowiecki Instytut Kultury we współpracy z Czeskim Centrum oraz Domem Spotkań z Historią zorganizował w Warszawie Polsko-Czeską Wiosnę Literatury, czyli cykl spotkań poświęconych czeskiej i polskiej kulturze, zorganizowany z okazji wspólnej, 100. rocznicy odzyskania niepodległości.

Rzecz jasna, nie mogłam sobie odmówić udziału. I, rzecz jasna, nie mogłam nie napisać o tym, co zobaczyłam i usłyszałam. Poniżej – efekty. Pozwólcie jednak, że najpierw wytłumaczę się z tytułu. O literaturze, z którą trzeba walczyć, wspomniała w trakcie jednego ze spotkań Radka Denemarková. Jej zdaniem tylko taka literatura, wywołująca w nas silne emocje, niezgodę, protest, naprawdę coś w nas zmienia. I pomyślałam, że idea walki z literaturą, tej inspirującej walki – której przykładem jest też przecież każdy przekład, a więc i długoletnie boje Andrzeja Jagodzińskiego z Przypadkami inżyniera ludzkich dusz Škvoreckiego, tłumaczy Hrabala z jego dziełami czy Olgi Czernikow z kolejną książką Radki Denemarkovej – będzie pięknym podsumowaniem całego marcowego cyklu. Serdecznie Was zapraszam na moją relację z Polsko-Czeskiej Wiosny!
Spotkanie z Anną Freimanovą. Od lewej: Andrzej Mastalerz (czytający fragment Listów do Olgi),
tłumaczka Anna Radwan-Żbikowska, Anna Freimanová, prowadzący Andrzej Jagodziński. Fot. Andrzej Kocuba
Z wizytą u Havlów – spotkanie z Anną Freimanovą

Anna Freimanová była przyjaciółką małżeństwa Havlów, a później, w czasach prezydentury Havla, jego sekretarką i doradczynią. W trakcie spotkania opowiadała o fenomenie Hradečka – letniego domu Havlów, który dla środowiska dysydenckiego był czymś w rodzaju domu kultury i twórczej pracy, a zarazem rozrywki. Olga była dobrym tego duchem domu – to dzięki jej inwencji zawsze coś się tam działo, ona wymyślała wciąż nowe zabawy i aktywności, ale równocześnie twardo stała na straży spokoju Vaška, gdy ten akurat zajmował się pisaniem, a później do południa odsypiał nocną pracę.

Duże wrażenie zrobiło na mnie to, co Freimanová mówiła o sile drugoobiegowej kultury. Na sztuki, grane mimo zakazów na prywatnych posiadłościach, ściągały setki osób, a dzieła samizdatowe powielane w zaledwie kilku lub kilkunastu egzemplarzach były czytane i żywo komentowane. Wystarczy to sobie wyobrazić i natychmiast uświadamiamy sobie, że nie doceniamy tego, co mamy dziś – tysiące najróżniejszych tytułów, dostępnych powszechnie i na wyciągnięcie ręki.
Anna Freimanová. Fot. Andrzej Kocuba
Ze spotkania dowiedzieliśmy się również, jak powstały Listy do Olgi. Z początku Havlowie wymieniali ze sobą zwykłe listy, ale Václav miał pretensje do Olgi, że pisze tak krótko, tak ogólnikowo. Olga nie była tak wykształcona jak jej mąż, ale doskonale rozumiała, że w więzieniu potrzebuje on intelektualnych bodźców, dlatego prosiła przyjaciół, by podsuwali mu różnego rodzaju filozoficzne zagadnienia. Dzięki temu jego listy zaczęły być coraz dłuższe, coraz bardziej erudycyjne, aż w końcu Olga słusznie stwierdziła: „To już nie są listy. Vašek pisze kolejną książkę”.

Po tym, jak Havel został prezydentem, wiele na Hradečku się zmieniło. Choć wywalczył wolność dla swojego kraju, sam wolności nie odzyskał. Freimanová zwróciła uwagę na paradoksalną sytuację – mimo transformacji małżeństwo Havlów wciąż było pilnowane w swoim letnim domu, w dodatku często przez tych samych ludzi, co w poprzednim ustroju, choć teraz z zupełnie innych powodów.

Ciekawym uzupełnieniem spotkania był film Olga (2014) w reżyserii Miroslava Janka, wyświetlony po spotkaniu. Pozwolił on poznać Olgę Havlovą z perspektywy innych jej znajomych, którzy chętnie dzielili się anegdotami na jej temat. Oprócz ich wypowiedzi w dokumencie znalazły też archiwalne nagrania samej Olgi. Wszystko to złożyło się na obraz prezydentowej jako mądrej, silnej, twardo stąpającej po ziemi i pozbawionej sentymentów, ale zarazem bardzo ciepłej, obdarzonej wspaniałym poczuciem humoru osoby.
Fot. Andrzej Kocuba
Wychowujmy synów – spotkanie z Radką Denemarkovą 
i Olgą Czernikow

Motyw mądrej, silnej kobiecości powrócił następnego dnia na spotkaniu z Radką Denemarkovą, poświęconym przede wszystkim jej powieści Przyczynek do historii radości. Pisarka m.in. przywołała historię powstania książki (znajdziecie ją tutaj), ale również mówiła o nowych kontekstach, w jakich dziś, w czasach #metoo, odczytywana jest powieść. Ubolewała nad tym, że wciąż nie ma solidarności między ofiarami gwałtu, oraz podkreślała, że jest to kwestia ludzkich praw i godnego życia, na które w ustroju demokratycznym zasługuje każdy z nas – a nie feminizmu. Niestety żyjemy w dobie wielkich przywódców politycznych, którzy traktują kobiety przedmiotowo, dlatego tak bardzo potrzebne są głosy poparcia mężczyzn. Zwróciła również uwagę na to, że negatywne rytuały, takie jak seksizm i rasizm, pojawiają się zawsze, gdy na świecie dzieje się coś złego – i że to znak, że dzisiejszy świat choruje.
Od lewej: Olga Czernikow, Radka Denemarková. Fot. Andrzej Kocuba
Autorka mówiła też o kryzysie języka, jakiego w pewnym momencie doświadczyła. Straciła wiarę w jego moc i stanęła przed wyborem – przestać pisać lub znaleźć inną drogę. Taką drogą okazał się dla niej język ciał. Prowadząca zauważyła przy tej okazji, że polski nie jest chyba najlepszym językiem do pisania o ciele i spytała tłumaczkę, jak sobie z tym poradziła. Zdaniem Olgi Czernikow również czeski nie daje w tym zakresie dużych możliwości i prawdopodobnie nie ma języka, który dobrze opisywałby tę sferę. Przyznała też, że przekład dzieł Radki Denemarkovej odchorowuje się nocnymi koszmarami i że przechodzi to właśnie po raz kolejny, tłumacząc powieść Kobold.

W ramach podsumowania prowadząca Karolina Sulej zadała to samo lekko banalne pytanie, które na koniec kwietniowego spotkania w Warszawie padło z publiczności: „Jak zmienić świat?”. Olga Czernikow znalazła na nie krótką i celną odpowiedź: czytać. Denemarková podpisała się pod tym i dodała, że powinna być to literatura, z którą trzeba walczyć – tylko taka bowiem coś w nas zmienia, w przeciwieństwie do pięknie opakowanych produktów, zalewających dzisiejszy rynek wydawniczy. Dodała też, że choć może sprawiać inne wrażenie, nie jest pesymistką – wierzy w to, że przy wsparciu mężczyzn możliwe są zmiany. „Wychowujmy synów!” – podsumowała pani z widowni, „...i nie rozpieszczajmy ich” – zakończyła pisarka.
Od lewej: Dorota Landowska (która przeczytała fragment Przyczynku do historii radości), prowadząca Karolina Sulej, Olga Czernikow, Radka Denemarková, tłumaczka Anna Radwan-Żbikowska. Fot. Andrzej Kocuba
A tu pisząca dla Was te słowa, uchwycona w momencie zasłuchania ;). Fot. Andrzej Kocuba
25 lat ze Škvoreckim – spotkanie z Andrzejem S. Jagodzińskim

Rozmowa z Andrzejem S. Jagodzińskim, tłumaczem dzieł m.in. Josefa Škvoreckiego, zaczęła się, przekornie, od… Hrabala. Tłumacz odpowiedział na zaczepną uwagę prowadzącego, Tomasza Brzozowskiego, że nie tłumaczy Hrabala nie dlatego, że nie ceni jego twórczości, lecz dlatego, że po prostu nie potrafi. I wyjaśnił, że zarówno Hrabal, jak i Škvorecký są bardzo trudni do tłumaczenia, ale z zupełnie innych powodów. Hrabal – ponieważ pisał językiem, jaki w polszczyźnie nie istnieje i każdy jego tłumacz musiał go wymyślić od podstaw, Škvorecký – bo jego powieści są po prostu bardzo złożone i trudne technicznie.

W ten sposób rozmowa płynnie przeszła do Przypadków inżyniera ludzkich dusz, które miały być głównym „bohaterem” spotkania. Z książką, składającą się z ponad 30 różnych wątków, pociętych metodą montażu filmowego, tłumacz poradził sobie tak, że wypreparował poszczególne wątki (cofając się tym samym niejako do źródeł – ponoć Škvorecký pracując nad powieścią po prostu wszystko pociął, rozrzucił na dywanie i poukładał). Wyzwaniem był również język czechoamerykański – specyficzny, nieco inny niż polskoamerykański, ponieważ w języku czeskim nie ma kluczowej dla amerykańskiej wymowy głoski ł.
Od lewej: Andrzej Jagodziński, prowadzący Tomasz Brzozowski. Fot. Andrzej Kocuba
Ale jak właściwie wyglądała historia tego przekładu? Jagodziński przyznaje, że była to historia długa. Z książką zetknął się po raz pierwszy na początku lat 80. i była dla niego objawieniem, od razu też rozpoczął próbę jej przekładu. Robił to jednak jeszcze wtedy strona po stronie, bez strategii wypreparowania wątków, i było to mordercze wyzwanie, od którego w dodatku odciągały go inne obowiązki – miał na utrzymaniu małe dzieci. Wymagający absolutnej wierności Škvorecký na moment takiej wierności musiał czekać aż 20 lat (pierwsze polskie wydanie, wydawnictwa Pogranicze, pochodzi z roku 2009). Tłumacz przyznał, że z tego powodu stał się obiektem drwin kolegów po fachu: „Jagodziński? To ten facet, co 25 lat tłumaczył jedną książkę”.

Zaproszony gość mówił także o wydawnictwie Sixty Eight Publishers, założonym przez małżeństwo Škvoreckich w Toronto dokładnie pół wieku temu. Oficyna działała bardzo prężnie (do roku ‘91 wydała ok. 250 książek!) i miała ogromne znaczenie dla czeskich twórców zakazanych przez system komunistyczny. Dla większości z nich była to jedyna szansa, by ich dzieła ukazały się drukiem – czeski samizdat nie był tak silny jak polski i istniało realne zagrożenie, że czeska niezależna literatura zupełnie zniknie. Po roku ‘89 Andrzej Jagodziński miał szczęście poznać Josefa Škvoreckiego osobiście. Wspomina go jako bezpretensjonalnego i bardzo otwartego człowieka, zwłaszcza po kilku szklaneczkach Jacka Danielsa, którego uwielbiał.
Jacek Braciak, który przeczytał rewelacyjny fragment Przypadków inżyniera ludzkich dusz. Fot. Andrzej Kocuba
Na zakończenie spotkania gość zdradził, jakie kolejne tytuły Škvoreckiego w jego przekładzie ukażą się wkrótce w wydawnictwie Pogranicze. Będzie to Mirakl, czyli cud – kolejna powieść z Dannym Smirzickim, dzieło, które przy użyciu poetyki pamfletu opisuje wydarzenia lat 1948 i 1968 w Czechosłowacji – oraz Ci wspaniali młodzi chłopcy i dziewczęta – historia czeskiego kina oczyma Škvoreckiego. Godne uwagi polsko-czeskie premiery!

Kto chce Czecha do domu? – spotkanie z Mariuszem Suroszem

Głównym tematem rozmowy z Mariuszem Suroszem, polskim dziennikarzem i historykiem mieszkającym w Pradze, była natomiast jego najnowsza książka, Ach, te Czeszki. Wydana u nas trzy lata temu, doczekała się właśnie premiery po czesku. Prowadząca Teresa Drozda była przede wszystkim ciekawa, dlaczego zdecydował się przybliżyć w swojej publikacji postaci, które nawet w Czechach nie są zbyt znane. Autor postanowił sięgnąć głębiej, ponieważ drażni go postawa większości Polaków wobec Czechów – lubimy ich (co potwierdzają sondaże), powierzchownie zachwycamy się ich liberalnością i dystansem do siebie, pielęgnujemy stereotyp Pepika przesiadującego w gospodzie, tymczasem w rzeczywistości wiemy o nich drastycznie mało. Przyznał jednak, że jest sporo Polaków, którzy pokazują naszym rodakom to inne, bardziej prawdziwe oblicze Czechów – jak Mariusz Szczygieł (w Gottlandzie) czy Aleksander Kaczorowski, którego biografia Oty Pavla ukaże się już w maju.
Od lewej: prowadząca Teresa Drozda, Mariusz Surosz. Fot. Andrzej Kocuba
Gość zdradził również trochę pozakulisowych szczegółów dotyczących pracy nad książką. Mówił między innymi o tym, jak trudno było mu dotrzeć do Věry Čáslavskiej, bohaterki jednej z historii ze zbioru, która pod wpływem trudnych doświadczeń rodzinnych wycofała się zupełnie z życia publicznego. Lojalność jej przyjaciół sprawiła, że dopiero po trzech latach wytrwałych poszukiwań zdobył do niej kontakt. Zapytany o to, dlaczego zawsze opisuje historię z perspektywy jednostek, odparł, że nie potrafi inaczej. To jego metoda: wybierać niuanse, unikać ocen, cofać się w czasie i pokazywać, że pewne rzeczy mimo upływu lat wciąż są żywe.

Na koniec, by pokazać, że mimo wszelkich konfliktów i niezrozumienia, związki między Polską a Czechami są silne, autor przywołał dwie historie. Pierwsza dotyczyła Festiwalu Niezależnej Kultury Czechosłowacji we Wrocławiu w 1989; by ugościć wszystkich Czechów, którzy tłumnie ściągali zza południowej granicy (było jeszcze przed aksamitną rewolucją i, paradoksalnie, w swoim kraju nie mogli liczyć na kontakt z własną niezależną kulturą), przed Teatrem Polskim postawiono chłopca wołającego: „Kto chce Czecha do domu?”. Tym nietypowym sposobem wszyscy czescy goście, co do jednego, znaleźli nocleg. Druga dotyczyła filmu Furia z 2014 roku, a konkretnie jego recenzji opublikowanej na iDNES.cz, jednym z największych czeskich portali informacyjnych i kulturalnych. Była ona zatytułowana… Czterej pancerni i Brad Pitt.
Danuta Stenka, czytająca fragment tekstu poświęconego Věrze Čáslavskiej,
pochodzącego ze zbioru Ach, te Czeszki. Fot. Andrzej Kocuba
W trakcie spotkania uchylono też rąbka tajemnicy na temat nowego wydania Pepików. Będzie ono wzbogacone o sześć nowych rozdziałów oraz dodatkowe epizody. To też premiera, na którą warto czekać!

Hrabal jak pisarze ibero – spotkanie z twórcami spektaklu
Pociągi pod specjalnym nadzorem

Zwieńczeniem Polsko-Czeskiej Wiosny Literatury był spektakl Pociągi pod specjalnym nadzorem na podstawie adaptacji Janusza Andermana i w reżyserii Jakuba Krofty oraz późniejsza krótka rozmowa z twórcami. Prowadzący spotkanie Aleksander Kaczorowski zapytał Janusza Andermana o jego pierwsze wrażenia z lektury Hrabala – i jak to było go czytać, zanim jeszcze stał się modny. Autor adaptacji przyznał, że był zaskoczony przełomowością tej prozy, wynikającą z użycia obecnej češtiny – wcześniej nikt w ten sposób nie pisał. Z tego samego powodu według Andermana Hrabal jest praktycznie nieprzekładalny (patrz: spotkanie z Andrzejem Jagodzińskim), ale prowadzący zaprotestował. Jego zdaniem właśnie na tym polega urok tych polskich przekładów – każdy z tłumaczy mógł „lepić” swojego własnego Hrabala.
Fot. Andrzej Kocuba
Od lewej: Janusz Anderman, Aleksander Kaczorowski. Fot. Rafał Latoszek
Od lewej: Aleksander Kaczorowski, Jakub Krofta. Fot. Rafał Latoszek
Później rozmowa zeszła na sam spektakl. Kaczorowski zwrócił uwagę na to, jak wielkie wyzwanie postawili sobie twórcy – przecież większość z nas dobrze zna film i pierwowzór literacki. Mimo to udało im się stworzyć coś zupełnie świeżego. Jakub Krofta, czyli, jak sam siebie scharakteryzował, „Czech reżyserujący spektakl na podstawie Hrabala w Warszawie”, przyznał, że być może właśnie dlatego zdecydował się na takie przedsięwzięcie dopiero w Polsce. W Czechach po prostu czuł zbyt dużą presję. Według prowadzącego sekretem spektaklu jest leniwe tempo, odpowiadające rytmowi prozy Hrabala. Twórcy przyznali, że było ono dla nich kluczowe, z czego zresztą wynikły pewne starcia z aktorami, bardzo wyczulonymi na dłużyzny.

Pod koniec rozmówcy znów skupili się wyłącznie na twórczości Hrabala. Zdaniem Kaczorowskiego był on genialnym kreatorem; choć postrzegany jako pisarz realistyczny, uprawiał raczej coś w rodzaju realizmu artystycznego, tworząc doskonałe wizje realności. A więc – stwierdził Anderman – z powodzeniem mógłby być też pisarzem… południowoamerykańskim. I tym ciekawym motywem spotkanie zostało zakończone, a uczestnicy – zaproszeni na poczęstunek i kufelek zimnego pilznera. Pyszne ukoronowanie wspaniałych trzech czeskich tygodni!
Fot. Andrzej Kocuba

Za możliwość publikacji zdjęć dziękuję Mazowieckiemu Instytutowi Kultury. Panu Radkowi Lubiakowi z MIK dziękuję także za zaproszenie do udziału w cyklu, pomoc oraz miłe przyjęcie na wydarzeniach w Warszawie!