wtorek, 27 sierpnia 2019

O Czechach bez lukru – „To nie jest raj”, Michał Zabłocki

Zapowiadane jako odtrutka na panującą w Polsce bezkrytyczną czechofilię To nie jest raj Michała Zabłockiego to trochę inna książka, niż się spodziewałam. Sądziłam, że dostanę kilka historii składających się na obraz zamkniętego, zakompleksionego narodu, tymczasem 1) ostrze krytyki skierowane jest trochę w inną stronę, 2) oskarżenia są naprawdę poważne.

Zgodnie bowiem ze słowami przedmowy Macieja Jastrzębskiego, opowieści Zabłockiego – byłego korespondenta PAP w Pradze – nabierają „dramatycznych, a nawet przerażających kształtów”. To historie o skandalicznie prowadzonych śledztwach w sprawie morderstw małych dziewczynek, o medialnych nagonkach, gigantycznych łapówkach, agresji, rasizmie, wulgarnych politykach. Ta książka to jedno wielkie oskarżenie.

Oskarżenie nie wymierzone jednak w czeski naród. Michał Zabłocki nie burzy stereotypów o Czechach jako ludziach, atakuje raczej obraz krainy mlekiem i piwem płynącej, do której tak chętnie zapuszczamy się na weekendowe wypady, wracając obładowani czekoladą. Zamiast w ludzi celuje w czeskie państwo, w system, w instytucje, które nie zapewniają obywatelom opieki i ochrony, za to wyzyskują ich i oszukują aż do stopnia, w którym konieczne okazuje się wyjście na ulice, jak dzieje się to dzisiaj. I choć mamy do czynienia z największymi manifestacjami od czasów aksamitnej rewolucji, to jednak wciąż inicjatywa nielicznych – równocześnie ogromna liczba Czechów wciąż popiera ludzi, którzy w zorganizowany sposób ich wykorzystują, i ten czeski marazm również podkreśla autor To nie jest raj.

Nieudolność i niezrozumienie

Krytyka jest ostra i bezkompromisowa. Momentami ta opowieść o Czechach zmienia się wręcz w coś na kształt wściekłego monologu, w którym zarzuty padają na jednym wydechu:
„[Czesi] doświadczają natomiast czegoś zupełnie innego: słabości państwa i instytucji – zamiast więc ich bronić, bo są ich, oddają je biernie bez walki. Ta bierność wyraża się poprzez dyskryminację różnorodnych mniejszości, niechęć do ich integracji i przymykanie oka na ich podstawowe potrzeby oraz zagrożone bezpieczeństwo; niezrozumienie dla demokracji, która pojmowana jest jako bezkompromisowe rządy większości, a nie ochrona słabszych; krytykę politycznej poprawności, dla wielu wyrazu słabości i uległości wobec miękkich idei z Zachodu, a nie wynikającego z humanitarnej tradycji Zachodu szacunku dla odmienności; ogromną korupcję, powstrzymującą realizację istotnych dla ludności projektów; nieudolność policji, która nie potrafi poradzić sobie z garstką ekstremistów czy odnaleźć zaginionych dzieci, a za to umie dokonać szarży i pacyfikacji uczestniczących we mszy Romów; błędy sądów i prokuratury, oskarżających i skazujących na podstawie poszlak – nie dowodów – być może niewinnych; czy wreszcie kreowanie przez media przejaskrawionego obrazu świata, publiczne ferowanie wyroków i kar czy nieprzemyślane i nieodpowiedzialne narażanie ludzi poprzez ujawnianie niesprawdzonych informacji i wynajdywanie problemów, które nie mają zbyt wiele wspólnego z faktami i rzeczywistością” (s. 102).
Jako przykład nieudolności i niezrozumienia czeskiego państwa dla problemów obywateli Zabłocki podaje historię budowy autostrady D11. Dwie panie, Ludmila Havránková i Jaroslava Štrosová, jako właścicielki kawałka ziemi, przez który biec miała autostrada, przez 27 lat blokowały jej budowę na odcinku do Hradca Králové. Państwo nie było bowiem w stanie potraktować ich na tyle poważnie, by zaoferować im godziwą rekompensatę za utratę ziemi, która była dla nich ważna. „Większość nie dostrzega tego mikrodramatu przeżywanego przez krzywdzone jednostki. I nikt z nas zapewne nie chciałby znaleźć się na miejscu pani Štrosovej” (s. 84) – komentuje autor. Przypomina mi to bardzo historie opisane w Rybiej krwi Jiřiego Hájíčka, zainspirowane wysiedleniem mieszkańców z terenów pod budowę elektrowni atomowej Temelín, o której zresztą Zabłocki również pisze (podając ją jako przykład niebezpiecznego obiektu, zarządzanego z iście słowiańską niedbałością i fantazją).

Getta wciąż żywe

Autor nie pozostawia złudzeń. Czechy to nie żaden raj, leżący jakimś cudem tuż obok strasznej, smutnej Polski. To wciąż ta sama szara Europa Środkowa, miejsce, gdzie „poza pięknymi ryneczkami i kolorowymi kamieniczkami kryją się żelbetonowe szkielety niedokończonych, opuszczonych lub zrujnowanych pegeerów i zakładów, a zza kłosów barwnie dojrzewających zbóż wystają zapomniane mogilniki, wyschnięte studnie czy zardzewiałe czołgi i bagnety – pozostałości setek wojen i armii, które przeszły przez te miejsca, czy wreszcie getta dla niechcianych i wykluczonych poza społeczność obywateli” (s. 28).

Getta będące wciąż żywe, o czym świadczy historia rasistowskiego ataku na romską rodzinę w Vítkovie w ramach świętowania urodzin Hitlera. W tej historii akurat oskarżenie państwa zmienia się trochę w oskarżenie narodu – napastnicy w zaplanowanej akcji podpalają dom Bogu ducha winnych ludzi, omal nie doprowadzając do spalenia żywcem dwuletniego dziecka, a mimo to wielu Czechów uważa, że wymierzone im kary (22 i 20 lat więzienia) są zbyt surowe. Z drugiej strony – winę za radykalne postawy autor również przypisuje instytucjom. Mają one być skutkiem frustracji wywołanej działaniami nieudolnie zarządzanego czeskiego państwa.

Krytyka na wyrost?

Mam do zbioru To nie jest raj dwa „ale”. (Nie licząc już trzeciego – że jako fanka Boženy Němcovej nie mogę autorowi wybaczyć jego „okrutnie nudna powieść Babička”). 

Po pierwsze – być może to też trochę kwestia przesytu wściekłymi oskarżeniami w całej książce, ale w przypadku niektórych historii, jak choćby tej o elektrowni atomowej czy pożarze w schronisku, ma się już wrażenie krytyki na siłę i pisania pod tezę. Po drugie – nie do końca wiem, do jakiego czytelnika jest skierowana ta publikacja. Wprowadzające, „ciekawostkowe” teksty o czeskiej kuchni czy języku świadczyłyby o tym, że dla takiego, który z Czechami kontakt miał dotychczas bardzo powierzchowny, jednak obawiam się, że dla takiej osoby z kolei inne teksty ze zbioru – jak ten analizujący sytuację w czeskiej polityce od lat 90. – mogą się okazać zbyt wnikliwe i hermetyczne.

Spojrzenie Zabłockiego jest jednak odświeżające i z pewnością potrzebne przy budowaniu sobie w głowie wizerunku Czech. Dobrze, że taka książka powstała. Bo jeśli już coś lub kogoś kochać, to ze świadomością jego wad, prawda?

***
M. Zabłocki, To nie jest raj. Szkice o współczesnych Czechach, wyd. Helion, Gliwice 2019.