Patronaty



Anna Bolavá, W ciemność 
(przeł. Agata Wróbel, wyd. Książkowe Klimaty)

Pasja, której oddajemy się w wolnym czasie i która umila nam nasze szare życie, to z reguły nic złego. Co jednak, jeśli pochłonie ona CAŁE nasze życie? Jeśli stanie się dla nas ważniejsza niż nasi bliscy, środki do życia, potrzeby fizjologiczne? W swojej bolesnej powieści Anna Bolavá przedstawia właśnie taki przypadek – kobiety, która „oddała się swojej pasji” całkowicie, aż do obłędu. Książka wyróżniona nagrodą Magnesia Litera 2016.

Zapowiedź: Bolesna historia czeskiej rusałki
Recenzja: W roślinnym niebie, w roślinnym piekle


Antonín Bajaja, Nad piękną modrą Dřevnicą 
(przeł. Dorota Dobrew, wyd. Książkowe Klimaty)

Są takie książki, które od pierwszych słów otulają jak ciepły koc. Które ciepłym, familiarnym tonem przywodzą na myśl rodzinne spotkania, wspominki, anegdoty. Do których się wchodzi i z których niespecjalnie chce się wychodzić, bo na zewnątrz ta nasza szara, zimna rzeczywistość. Nad piękną modrą Dřevnicą na pewno do takich książek należy. Książka w roku 2010 wyróżniona Nagrodą Państwową, nominowana do Nagrody Josefa Škvoreckiego oraz nagrody Magnesia Litera.

Zapowiedź: Wspomnienia jak puch w powietrzu
Recenzja: Krowie placki jak spadające gwiazdy


Petra Hůlová, Macocha
(przeł. Julia Różewicz, wyd. Afera)

Silne emocje przy lekturze, kilka długich tygodni zbierania myśli, trawienie tego, co przeczytałam – Macocha to z pewnością jedna z książek, których lekturę najmocniej przeżyłam. Dlaczego? Bo tak jak bohaterka Hůlovej jest wyczulona na obłudę „jak żeglarz na światło latarni morskiej”, tak ja jestem wyczulona na emocje, życiową bezradność i zagubienie, a wszystko to czuję i widzę za twarzą tego „potwora”.

Zapowiedź: Wstręt, odraza, prowokacja
Recenzja: Rodzina jak przypalony gar


Miroslav Pech, Mainstream
(przeł. Mirosław Śmigielski, wyd. Stara Szkoła)

Szokując, zniesmaczając, zadając ból, autor zmusza nas do zastanowienia się nad społecznymi rolami, w które nieporadnie próbujemy się wcisnąć. Pisze prostym językiem, stylem niemal przezroczystym, suchym, mało literackim, i nawet wstrząsające epizody prezentuje w sposób kompletnie wyprany z emocji. Jeśli jednak uświadomimy sobie, że są one przefiltrowane przez świadomość bohaterów, ta metoda opowiadania nabiera mocy. Emocjonalny chłód, zestawiony z trzaskającym mrozem na zewnątrz, robi swoje. Mrozi.

Zapowiedź: Rodzinny horror
Recenzja: Zimne ciało, zimne serce
Wywiad z autorem: „Mainstream mnie przeraża”



Vladimír Macura, Guwernantka
(przeł. Michał Kunik, Olga Czernikow, wyd. Amaltea)

Wszyscy bohaterowie tej powieści są na swój sposób nieszczęśliwi, uwięzieni, bezradni wobec paraliżującej tęsknoty, co dobrze oddaje również atmosferę tamtej historycznej epoki. Ze względu na ten nastrój oraz wspaniałe pióro Macury, umiejętność wejścia zarówno w skórę starzejącego się poety, jak i jego młodej, spragnionej życia żony, i za wiarygodność obydwu narracji, obydwu języków, obydwu sposobów opowiadania świata – zdecydowanie warto sięgnąć po Guwernantkę.

Recenzja: W poszukiwaniu straconej wolności

Bianca Bellová, Jezioro
(przeł. Anna Radwan-Żbikowska, wyd. Afera)

Proza Bellovej jest ostra i surowa. Paląca jak wódka, szorstka jak zniszczone dłonie rybaków. Równocześnie Jezioro ma w sobie coś z baśni, baśń to jednak okrutna i krwawa. Jej świat jest szaro-rdzawy, rozbrzmiewa strzałami pijanych rosyjskich żołnierzy z pobliskich koszar, zalatuje zatrutymi wodami jeziora i beznadzieją wioski na końcu świata, której mieszkańcom nie zostało już nic prócz gorzały. Tylko na pozór jednak świat ten różni się od tego, w którym żyjemy my. Tylko na pozór jest bardziej surowy, bezlitosny i pozbawiony perspektyw. Bo źródłem zarówno największego bólu, jak i nadzieją na ocalenie jest zawsze drugi człowiek.

Recenzja: Brutalnie i baśniowo
Wywiad z autorką: Przełomowe opowieści nie powstają przy wegańskim toście


Jiří Hájíček, Zaklinacz deszczu
(przeł. Dorota Dobrew, wyd. Książkowe Klimaty)

[Z mojego blurba:] Choć na pierwszy plan zdaje się tu wysuwać kryminalny wątek utraconej ziemi i walki o jej odzyskanie, w historii opowiedzianej przez Hájíčka kryje się o wiele więcej. Dzięki temu ta niewielka i na pozór prosta książka niepokoi, zmusza do rozmyślań i nie daje szybko o sobie zapomnieć. Nad wszystkim zaś majaczą białe widmo Spitsbergenu oraz postać pewnego osiemnastowiecznego szaleńca, który marzył o maszynie latającej – symbole ucieczki, oczyszczenia i wyzwolenia od problemów monotonnego, zbiurokratyzowanego życia.

Zapowiedź: Powieść pełna ciszy
Recenzja: Człowiek, Który Szuka Skrzydeł


Ivona Březinová, Krzycz po cichu, braciszku
(przeł. Mirosław Śmigielski, wyd. Stara Szkoła)

Nie ukrywam – o autyzmie nie wiedziałam do tej pory praktycznie nic. Zdawałam sobie sprawę, że życie z autystycznym dzieckiem nie jest łatwe, jednak książka Ivony Březinovej bardzo brutalnie uświadomiła mi, jak ono naprawdę wygląda. Chodzenie na palcach wokół niego. Nie dosłownie, w przenośni. Żeby tylko nie zdenerwować, żeby tylko nie zrobić czegoś nie tak, nie wybić z rutyny codziennych czynności i zdarzeń. A równocześnie jest ta straszna świadomość – przecież on tam gdzieś jest, w środku, ukochany synek, brat. „Pod pokrywką”. Zamknięty jak w klatce, jak pod wpływem złego zaklęcia. Ważna książka.

Zapowiedź: Inny, czyli gorszy?
Recenzja: Uczucia pod pokrywką



Markéta Pilátová, Z Baťą w dżungli
(przeł. Agata Wróbel, wyd. Książkowe Klimaty)

Książka Markéty Pilátovej to przedziwny literacki eksperyment. Choć podejmuje bardzo klasyczny temat – losy pewnej sławnej czeskiej rodziny, na które silnie wpłynęła XX-wieczna historia – robi to w sposób bardzo awangardowy. Autorka oddaje głos zarówno postaciom żyjącym, jak i duchom (świadomym tego, że już nie żyją), a nawet… brazylijskiej fabryce postawionej przez Jana Antonína. To trochę portret rodziny i epoki, trochę publikacja interwencyjna, przywracająca Janowi Antonínowi dobre imię zrujnowane przez komunistów.

Recenzja: W dżungli przeszłości


Radka Denemarková, Kobold
(przeł. Olga Czernikow, Agata Wróbel, wyd. Książkowe Klimaty)

W Koboldzie Radki Denemarkovej skupiają się jak w soczewce wszystkie problemy, o których pisarka mówi w wywiadach i w trakcie publicznych dyskusji. Przemoc domowa, kobieca mentalność ofiary, brak solidarności między kobietami, rasizm, historyczne przekłamania, zaściankowa czeska mentalność. Po raz kolejny autorka staje się adwokatem słabszych i bezbronnych – i znów są to kobiety. Tym razem chodzi jednak o cierpienie, którego doświadczają z rąk tych, których kochają. O wojnę, która od lat toczy się w tysiącach domów pod pozorami rodzinnej sielanki. O brutalne domowe rządy koboldów.

Recenzja: Brutalne rządy koboldów


Petra Soukupová, Najlepiej dla wszystkich
(przeł. Julia Różewicz, wyd. Afera)

Autorka jak zwykle pokazuje rodzinną rzeczywistość wielowymiarowo, z różnych punktów widzenia. Czy w relacjach z bliskimi widzimy tylko to, co widzieć chcemy? Problem polega na tym, że w przypadku tej historii całą przestrzeń, całe powietrze kradnie rasowa aktorka Hana – bohaterka nieznośnie rozwrzeszczana, teatralna, siejąca emocjonalne spustoszenie, gdziekolwiek się pojawi. W ten sposób również sam rodzinny dramat zdaje się odrobinę sztuczny i teatralny. To jednak wciąż kawał świetnej czeskiej prozy, którą czyta się znakomicie i która boleśnie uświadamia nam, jak bardzo potrafimy być dla siebie okropni. Czytajmy – aby takimi nie być.

Recenzja: Rodzina jak wściekły pies


Ina Wyłczanowa, Wyspa Krach
(przeł. Hanna Karpińska, wyd. Ezop/Wyszukane)

Autorka Wyspy Krach, bułgarska pisarka Ina Wyłczanowa, pokazuje dwa zupełnie różne kobiece światy i udowadnia, jak bardzo możemy się mylić w ocenie innych, jak często wymyślamy sobie ich wizerunki, ich życia, ich osobowość na podstawie skrawków informacji, które posiadamy. To lektura zaskoczeń, bo autorka co rusz w jakiś sposób wytrąca nas z, wydawałoby się, ustalonego rytmu – a to wprowadzając mocny, zupełnie niespodziewany akcent, a to wywracając nasz sposób widzenia bohaterów do góry nogami. Tym samym powstała niebanalna, na pozór lekka, ale również na swój sposób niepokojąca powieść.

Recenzja: Przyciasne kobiece życie


Alena Mornštajnová, Hana
(przeł. Tomasz Grabiński, wyd. Amaltea)

Podobno to nie miała być powieść o holokauście. Podobno obozowa przeszłość tajemniczej, zamkniętej w sobie ciotki Hany miała być tylko wątkiem pobocznym, a w centrum uwagi miała się znaleźć rodząca się więź między nią a jej osieroconą siostrzenicą. Nie jestem pewna, czy autorce udało się w zajmujący sposób opowiedzieć właśnie te historie, na których najbardziej jej zależało. Ale ta, która miała być tylko wątkiem pobocznym, robi ogromne wrażenie. I zostaje w czytelniku na długo – jeśli nie na zawsze.

Recenzja: Żydowska dama z chlebem w kieszeni

Komentarze